— Rozumiesz to, Franz? — zapytał. — Nie dostanie się koni! A czy nie można dostać koni pocztowych?

— Wszystkie wynajęte już od dwóch tygodni i zostały tylko te, które są niezbędne.

— I co ty na to, Albercie? — rzekł z kolei Franz.

— A ja na to, że jak coś przechodzi moje pojęcie, nie lubię kłopotać sobie tym głowy i wolę zająć się czym innym. Kolacja już gotowa, mistrzu Pastrini?

— Gotowa, ekscelencjo.

— No to jedzmy!

— Ale co z powozem i końmi?

— Bądź spokojny, kochany przyjacielu, znajdą się same, kiedy wyznaczymy odpowiednią sumę.

I Morcerf, jako wyznawca tej uroczej filozofii, że nic nie jest niemożliwe, póki sakiewka jest pełna, a portfel wypchany, zjadł kolację, położył się spać, zasnął od razu i śnił, że w karnawałowym pochodzie sunie sześciokonnym powozem.

33. Bandyci rzymscy