Caderousse, któremu głowa dawno opadła na stół, podniósł twarz i spoglądając błędnym wzrokiem na Fernanda i Danglarsa, zawołał:

— Zabić Dantèsa? Kto tu mówi o zabiciu Dantèsa? Ja na to nie pozwolę, to mój przyjaciel; on dziś rano chciał się podzielić ze mną pieniędzmi, jak ja się z nim podzieliłem. Nie chcę, żeby go zabijano!...

— A któż to mówi, durniu, o zabiciu Dantèsa? — odrzekł Danglars. — Żartujemy sobie i nic więcej. Wypij jego zdrowie — dodał, dolewając Caderousse’owi do szklanki — i daj nam spokój.

— Tak, tak, zdrowie Dantèsa — wystękał Caderousse, wychylając szklankę do dna. — Zdrowie Dantèsa! Zdrowie przyjaciela!

— Ale w jaki sposób? W jaki sposób, na Boga! — rzekł Fernand.

— I jeszcze go pan nie wymyśliłeś?

— Nie, przecież to pan miał go znaleźć.

— Prawda — rzekł Danglars. — Francuzi mają tę wyższość nad Hiszpanami, że potrafią coś wymyślić, a Hiszpanie umieją tylko rozmyślać.

— Wynajdź więc pan coś — rzekł niecierpliwie Fernand.

— Garson! Proszę przynieść pióro, kałamarz i papier! — zawołał Danglars.