— Nie, do Wenecji. Zostanę jeszcze rok lub dwa we Włoszech.
— To się nie zobaczymy w Paryżu?
— Obawiam się, że ominie mnie ten zaszczyt.
— A więc życzę panom szczęśliwej podróży — rzekł hrabia, podając rękę obu przyjaciołom.
Po raz pierwszy Franz dotykał ręki tego człowieka; zadrżał: była lodowata jak u trupa.
— A więc jesteśmy umówieni? — upewnił się Albert. — Mogę trzymać pana za słowo? Helderska 27, dwudziestego pierwszego maja, o wpół do jedenastej rano?
— Dwudziestego pierwszego, o wpół do jedenastej, ulica Helderska — powtórzył hrabia.
Młodzieńcy pożegnali hrabiego i wyszli.
— Co ci jest? — zapytał po drodze Albert. — Wydajesz się zatroskany.
— I tak jest — odpowiedział Franz. — Hrabia jest człowiekiem osobliwym i z niepokojem myślę o tym waszym spotkaniu w Paryżu.