— Nie; spałem, tak jak zdarza mi się to, gdy nudzę się, a nie mam odwagi rozerwać się, lub kiedy jestem głodny, a jeść nie mam ochoty.

— Rządzisz pan swoim snem? — zapytał Albert.

— W pewnym sensie

— Zapewne masz pan na to jakiś sposób?

— Niezawodny.

— To by się dopiero przydało nam, Afrykańczykom, bo nie zawsze mamy co jeść, a rzadko kiedy co pić — rzekł Morrel.

— Masz pan rację — odpowiedział Monte Christo. — Niestety jednak mój sposób, znakomity dla kogoś, kto jak ja prowadzi życie wyjątkowe, byłby bardzo niebezpieczny dla wojska, gdyż w razie potrzeby mogło by się nie obudzić.

— Można dowiedzieć się, cóż to za sposób? — zapytał Debray.

— Ależ oczywiście — rzekł Monte Christo. — Nie robię z tego żadnej tajemnicy; jest to mieszanina doskonałego opium, po które sam jeździłem do Kantonu, aby być pewnym jego jakości, i najlepszego haszyszu, jaki się zbiera na Wschodzie, między Tygrysem i Eufratem; miesza się oba te składniki w równych proporcjach i formułuje w pigułki, które zażywane są w razie potrzeby. Po dziesięciu minutach zaczynają działać. Może pan zapytać barona Franza d’Epinay, zdaje się, że on wypróbowywał kiedyś ten środek.

— Tak, rzeczywiście — odpowiedział Albert. — Wspominał coś pokrótce i zdaje się, że nawet zachował bardzo przyjemne wrażenia z owego doświadczenia.