Wszyscy z zadziwieniem spoglądali na Monte Christo. Opowiadał to z taką prostotą, że tylko czysta prawda lub obłąkanie mogły ten wyraz w głosie i słowach wzbudzić; błyszczący jednak szmaragd w jego ręku zdawał się naturalnie świadczyć za pierwszym przypuszczeniem.

— I cóż władcy owi dali panu w zamian za tak wspaniały podarunek? — zapytał Debray.

— Sułtan darował wolność jednej kobiecie — odpowiedział hrabia — a Ojciec Święty życie jednemu człowiekowi. Tym samym, raz w życiu byłem tak potężny, jak gdyby Bóg pozwolił mi się urodzić na stopniach tronu.

— Tym ocalonym od śmierci był Peppino, nieprawdaż? — zawołał Albert. — Dla niego to wyjednałeś ułaskawienie.

— Być może — rzekł Monte Christo z uśmiechem.

— Nie wyobrażasz sobie, panie hrabio, jaką mi pan sprawia przyjemność, mówiąc w taki właśnie sposób — rzekł Albert. — Zdążyłem pana zapowiedzieć przyjaciołom jako postać z bajki, jako czarodzieja z Tysiąca i jednej nocy albo średniowiecznego czarnoksiężnika; lecz paryżanie tak nawykli do paradoksów, że biorą za kaprys wyobraźni prawdy niezaprzeczalne, skoro tylko te nie wchodzą w ramy ich codziennego życia. I tak: Debray czyta, a Beauchamp drukuje co dzień, że napadnięto i obrabowano na bulwarze członka Jockey-Clubu, co się trochę zapóźnił; że zamordowano cztery osoby przy ulicy Saint-Denis albo na przedmieściu Saint-German; że schwytano dziesięciu, piętnastu, dwudziestu złodziei, już to w kawiarni przy bulwarze Temple, już to w Termach Juliana, a jeden i drugi zaprzecza istnieniu bandytów w Maremmes, na rzymskiej wsi i na Bagnach Pontyjskich. Powiedzże im sam, panie hrabio, bardzo proszę, że ci bandyci mnie porwali i gdyby nie pańskie szlachetne wstawiennictwo, oczekiwałbym dzisiaj na ciała zmartwychwstanie w katakumbach Świętego Sebastiana, a nie przyjmował ich śniadaniem w moim nędznym domku na Helderskiej.

— Ależ przyrzekłeś mi pan — obruszył się Monte Christo — że nigdy nie wspomnisz przy mnie o tej drobnostce.

— To nie ja, panie hrabio — zawołał Albert. — To ktoś inny, któremu wyświadczyłeś pan tą samą przysługę: pomylił go pan ze mną. Owszem, mówmy o tym, błagam, bo jeśli opowiesz pan o tym, to może powtórzysz nie tylko to, o czym już wiem, ale także dodasz wiele faktów, o których nie wiem.

— Zdaje mi się przecież — rzekł hrabia z uśmiechem — że pan grałeś w tej sprawie rolę na tyle ważną, że wiesz równie dobrze jak ja, co się wówczas stało.

— Czy przyrzeknie mi pan — rzekł Albert — że gdy opowiem to, co sam wiem, pan dopowie, czego nie wiem?