Wszedł dość spiesznie, ale krokiem wcale dystyngowanym.
Monte Christo nie postąpił ku niemu ani kroku; rzekłbyś, że nogi wrosły mu w ziemię. Nie odrywał oczu od twarzy hrabiego.
— Ojcze — rzekł młodzieniec — mam zaszczyt przedstawienia pana hrabiego de Monte Christo, tego szlachetnego przyjaciela, którego miałem szczęście spotkać w tak trudnych — jak wiesz — okolicznościach.
— Miło nam bardzo widzieć pana u nas — ukłonił się z uśmiechem hrabia de Morcerf. — Wyświadczyłeś pan naszemu domowi ogromną przysługę, zachowując mu jedynego dziedzica, za co zachowamy wobec pana dozgonną wdzięczność.
To mówiąc, hrabia de Morcerf wskazał fotel hrabiemu Monte Christo i sam usiadł naprzeciwko okna.
Monte Christo, biorąc fotel wskazany przez Morcerfa, ustawił go tak, by pozostawać w cieniu wielkich aksamitnych zasłon a jednocześnie móc swobodnie czytać w zmęczonych i smutnych rysach twarzy hrabiego historię tajemnych cierpień, zapisanych w przedwczesnych zmarszczkach.
— Hrabina — rzekł Morcerf — właśnie ubierała się, gdy syn kazał ją uprzedzić, iż wkrótce będzie miała radość przyjąć pańską wizytę. Za dziesięć minut będzie w salonie.
— To dla mnie wielki honor — rzekł Monte Christo — że w dniu mojego przybycia do Paryża mogę zawrzeć znajomość z człowiekiem, którego zasługi równe są sławie. Choć raz fortuna nie omyliła się co do człowieka, jakiego obdarzyła łaskami; ale czy nie ma ona jeszcze schowanej dla pana laski marszałkowskiej, gdzieś na równinach Metydży lub w górach Atlasu?
— O, dawno opuściłem służbę wojskową — odpowiedział Morcerf, rumieniąc się nieco — zostałem mianowany parem za Restauracji, brałem udział w pierwszej kampanii pod rozkazami marszałka de Bourmont; mogłem ubiegać się o wyższy stopień i kto wie, co by się stało, gdyby starsza linia utrzymała się na tronie? Tylko że rewolucja lipcowa potoczyła się na tyle pomyślnie, że mogła sobie pozwolić na niewdzięczność; i okazała ją każdemu, kto nie służył za cesarstwa; poprosiłem więc o dymisję, bo kto zdobył szlify na polu bitwy, nie potrafi manewrować na śliskim terenie salonów; porzuciłem broń, oddałem się polityce i zajmuję się przemysłem, badam sztuki techniczne. Przez dwadzieścia lat służby pragnąłem zawsze się temu poświęcić, ale nie miałem na to czasu.
— Dzięki takim właśnie rzeczom pański naród utrzymuje swoją wyższość nad innymi — rzekł Monte Christo. — Pan, szlachcic, potomek wielkiego rodu, posiadający znakomitą fortunę, postanowiłeś zacząć drogę do zaszczytów jako prosty żołnierz, to rzecz rzadka; potem jako generał, par Francji, komandor Legii, chcesz na nowo rozpoczynać terminowanie, mając tylko jedną nadzieję i jedną nagrodę: że kiedyś możesz się stać użyteczny dla bliźnich... O, panie hrabio! To naprawdę piękne. Powiem więcej: to wzniosłe!