— Oto prawdziwy mówca — rzekł jeden z biesiadników.

— Takich nam teraz trzeba ludzi — dodał drugi.

— Toteż — wtrącił trzeci — podczas ostatniego procesu, byłeś pan wspaniały. Wiesz pan, ten co zabił własnego ojca; zabiłeś go pan słowami, nim dotknął go kat.

— O, ojcobójcy niewiele mnie obchodzą, nie znam kary godnej takiego występku, ale ci nieszczęśliwi więźniowie polityczni...

— Ale tacy są jeszcze gorsi, Renato, gdyż król jest ojcem narodu, chcieć więc obalić lub zabić króla, znaczy chcieć zabić ojca trzydziestu milionów ludzi.

— Dajmy temu pokój, panie de Villefort — rzekła Renata. — Przyrzeknie mi pan pobłażliwość dla tych, za którymi przemówię?

— Dobrze, pani — rzekł Villefort z czarującym uśmiechem — razem będziemy sporządzać wnioski.

— Moja droga — rzekła markiza — zajmuj się swoimi ptaszkami, spanielami i szmatkami, a nie mieszaj się do spraw urzędowych swojego przyszłego męża. Dziś broń odpoczywa, a decyduje toga, jest takie przysłowie łacińskie, w którym zawiera się głęboka myśl.

Cedant arma togae — rzekł skłoniwszy się Villefort.

— Nie śmiałam odezwać się po łacinie — odpowiedziała markiza.