Danglars osłupiał.

— Czy to możliwe! — odezwał się Monte Christo udając zdziwienie.

— Ale to nie wiary — szepnął bankier.

Baronowa szepnęła coś do Debray’a, a ten poszedł do hrabiego Monte Christo.

— Pani baronowa prosiła mnie zapytać, za ile jej mąż sprzedał panu ten zaprzęg?

— Na honor, nie wiem dobrze — rzekł hrabia. — To mój intendent zrobił mi niespodziankę.... a kosztowała mnie chyba trzydzieści tysięcy.

Debray zaniósł tę odpowiedź baronowej.

Danglars był tak blady i pomieszany, że hrabia wydawał się nad nim litować.

— Widzi pan — rzekł — jakie kobiety są niewdzięczne! Pańska troskliwość nie wzruszyła pani baronowej ani na chwilę. Niewdzięczne... nie, to niewłaściwie wyrażenie, powinienem raczej powiedzieć: nierozumne. Ale cóż robić, zawsze lubimy to, co nam szkodzi; a więc, krótko mówiąc, drogi baronie, najlepiej pozwolić, by robiły, co im żywnie do głowy przyjdzie; a jeśli ją sobie przy okazji rozbiją, to mogą mieć pretensje tylko do siebie.

Danglars nic nie odpowiedział, bo przeczuwał, że go czeka okropna scena; pani baronowa zmarszczyła już brew, a to jak u Jowisza olimpijskiego zapowiadało burzę; Debray, widząc, że się zanosi na nawałnicę, zmyślił jakiś pretekst i wyszedł.