Ali pokiwał potakująco głową.
— A tygrysa?
Ali powtórzył ten sam znak.
— I lwa?
Ali stanął w takiej postawie, jakby rzucał lasso i wydał dźwięk naśladujący ryk duszonego zwierza.
— O, rozumiem — rzekł Monte Christo. — Polowałeś na lwy?
Ali dumnie skinął głową.
— Ale czy mógłbyś w biegu zatrzymać parę koni?
Ali uśmiechnął się.
— A więc słuchaj. Za niedługo przejedzie tędy powóz, z parą siwojabłkowitych koni, tych samych, którymi wczoraj jeździłem. Konie poniosą, a ty, choćbyś się miał pogruchotać, musisz zatrzymać ten powóz przed bramą.