Wszystko w tym urokliwym przytulnym domku tchnęło spokojem, od śpiewu ptaków po uśmiechy gospodarzy.

Z chwilą, gdy tu przybył, hrabia jął chłonąć to szczęście; milczał więc w rozmarzeniu, nie zauważając, że po pierwszej wymianie komplementów wszyscy czekali na dalszy ciąg przerwanej pogawędki.

Spostrzegł wreszcie, że milczenie to nie było na miejscu i wyrwał się z trudem z zadumy.

— Pani, proszę mi darować — rzekł — to wzruszenie, które państwa może zadziwiać, bo jesteście przyzwyczajeni do tego spokoju i szczęścia; ale dla mnie to zadowolenie na ludzkich twarzach jest zjawiskiem tak nowym, że nie mogę się nasycić widokiem pani i jej męża.

— Rzeczywiście, jesteśmy bardzo szczęśliwi — odpowiedziała Julia. — Wycierpieliśmy jednak wiele i mało kto tak drogo okupił szczęście.

W oczach hrabiego odmalowała się ciekawość.

— O, to istna historia rodu, jak niedawno powiedział to panu Château-Renaud — stwierdził Maksymilian. — Pan, hrabio, widział tyle wielkich nieszczęść i radości, że ten obrazek szczęścia rodzinnego nie wydałby się panu ciekawy. A przecież, wycierpieliśmy wiele, jak powiedziała Julia, chociaż te cierpienia zamknięte były w skromnych ramach naszej rodziny.

— I Bóg zesłał państwu, jak to zwykle bywa, pociechę w nieszczęściu?

— O, tak, panie hrabio — rzekła Julia. — Możemy tak powiedzieć, bo Bóg zrobił dla nas to, co robi tylko dla swych wybrańców: zesłał nam anioła.

Hrabia zaczerwienił się nagle i zakaszlał, podnosząc do ust chusteczkę, aby ukryć w ten sposób wzruszenie.