— A więc proszę iść, ale niech pan nie zapomni o przepisie.

— Ależ, droga pani! Musiałbym chyba zapomnieć o naszej godzinnej rozmowie, a to byłoby zupełnie niemożliwe.

Monte Christo skłonił się i wyszedł. Pani de Villefort wpadła w zamyślenie.

— To mi dopiero dziwny człowiek! — rzekła sama do siebie. — Widzi mi się, że tak naprawdę na chrzcie dano mu na imię Adelmonte.

Rezultat rozmowy przeszedł wszelkie oczekiwania hrabiego.

— O, to dobry grunt — mówił do siebie, wychodząc — mogę być pewien, że ziarno rzucone tam nie zginie.

A na drugi dzień, wierny obietnicy, przysłał przepis.

52. Robert diabeł

Opera stanowiła tym lepsze usprawiedliwienie, że właśnie tego wieczoru miała się tam odbyć uroczystość Akademii Muzycznej.

Levasseur po długich niedomaganiach miał znów pokazać się w roli Bertrama i występ popularnego maestra jak zwykle ściągnął paryską śmietankę towarzyską.