Drugi akt został rozegrany wśród nieustającego szmeru rozmów, jaki świadczy, że tłum został poruszony jakimś nadzwyczajnym wydarzeniem.

Nikt już nie wołał o ciszę.

Najciekawsze widowisko na sali stanowiła owa kobieta, tak młoda, tak piękna, tak olśniewająca.

Tym razem wyraźny znak pani Danglars dał Albertowi do zrozumienia, że baronowa życzy sobie, aby przyszedł do nich podczas następnej przerwy.

Morcerf był zbyt dobrze wychowany, aby zwlekać, gdy go tak wyraźnie zapraszano.

Gdy akt się zakończył, pospieszył natychmiast do loży.

Skłoniwszy się obu damom, podał rękę Debray’owi.

Baronowa przyjęła go uroczym uśmiechem, Eugenia ze zwykłym chłodem.

— Na honor, mój drogi — rzekł Debray — masz przed sobą człowieka, co czeka na ciebie jak na zbawienie, abyś go zastąpił. Pani baronowa dręczy mnie pytaniami o hrabiego, mam według niej wiedzieć, skąd się wziął, skąd pochodzi i dokąd zmierza. Dalibóg, nie jestem Cagliostrem i żeby się jakoś wykaraskać, powiedziałem: Albert ma w małym palcu wszystkie tajemnice Monte Christa. Dlatego też zostałeś wezwany.

— Czyż to nie jest niesłychane — odezwała się baronowa — że ktoś, kto ma pół miliona tajnych funduszy do dyspozycji, jest tak źle poinformowany?