Spostrzegłszy Monte Christa, podniósł się żywo.
— Czy to pan jesteś hrabią de Monte Christo?
— Tak — odparł Monte Christo. — A ja mam zapewne zaszczyt z wicehrabią Andreą Cavalcanti?
— Z wicehrabią Andreą Cavalcanti — powtórzył młodzieniec, kłaniając się dość nonszalancko.
— Musisz pan mieć przy sobie list, który mi pana poleca?
— Nic o nim jeszcze nie mówiłem, gdyż podpis wydaje mi się naprawdę dziwny.
— Sindbad Żeglarz, prawda?
— A tak. Ponieważ zaś znam tylko jednego Sindbada Żeglarza, tego z Tysiąca i jednej nocy...
— No cóż, to jeden z jego potomków, a mój przyjaciel, bardzo bogaty Anglik, oryginał, prawie wariat, naprawdę nazywa się lord Wilmore.
— A, teraz rozumiem wszystko. Tak, wszystko jest w porządku. Właśnie tego samego Anglika poznałem w... tak, doskonale!... Jestem więc na rozkazy pana hrabiego.