— O, uspokaja mnie pan. Rozstaliśmy się tak dawno, że nie zostało mi o nim nawet jedno wspomnienie.

— A poza tym wie pan, że dużo wybacza się osobom o wielkim majątku.

— To mój ojciec jest naprawdę tak bogaty?

— Jest milionerem... pięćset tysięcy liwrów renty.

— A więc — zapytał młodzieniec — znajdę się w dość... przyjemnej sytuacji?

— Drogi panie, w najprzyjemniejszej. Ojciec da panu pięćdziesiąt tysięcy liwrów rocznie, póki będziesz pan w Paryżu.

— W takim razie zostanę tu na zawsze.

— Hm, kto może ręczyć za to, co się kiedyś stanie, drogi panie? Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi.

Andrea westchnął.

— Jeżeli jednak przez czas mojego pobytu w Paryżu nie zdarzy się nic, co by mnie zmusiło do wyjazdu, będę na pewno otrzymywał te pieniądze?