— Boisz się, żebym nie była nieszczęśliwa?

— Tak.

— Nie lubisz pana Franza?

— Nie, nie, nie! — zamrugały oczy.

— Więc bardzo się tym martwisz, dziaduniu?

— Tak.

— No to posłuchaj, dziadziu — rzekła Valentine, klękając przy panu Noirtier i obejmując go za szyję. — I ja się martwię, bo ja też nie lubię pana Epinay.

Błysk radości pojawił się w oczach starca.

— Przypominasz sobie, jak się na mnie rozgniewałeś, gdy chciałam wstąpić do klasztoru?

Łza zrosiła wyschłą powiekę starca.