— No właśnie. Chce pan list od ministra, który wyjaśni panu...
— Nie, nie, przecież powiedziałem panu, że nie chcę nic rozumieć. W chwili, gdy coś zrozumiem, nie będzie już telegrafu — będzie tylko znak, który jakiś pan Duchâtel przesyła prefektowi Bajonny, przebrany w te dwa greckie słowa — tele graphein. A ja chcę zachować w pamięci z czcią tylko owada o czarnych odnóżach i to przerażające słowo.
— No, to niech pan idzie, bo za dwie godziny będzie już ciemno i nic pan nie zobaczysz.
— Do diabła, przerażasz mnie pan. Do jakiej stacji najbliżej?
— Hm, na drodze do Bajonny.
— Dobrze, to jadę na trakt bajoński.
— O, raczej ten w kierunku na Châtillon?
— A poza Châtillon?
— Chyba jeszcze wieża w Monthléry.
— Dziękuję, do widzenia! W sobotę opowiem państwu o wrażeniach.