— Nie mówię, że wiedziałem, i nie mówię, że nie wiedziałem, mówię tylko: zastanów się, jak postępuję od czterech lat, jak przestałaś być moją żoną, a ja twoim mężem w pewnym sensie tego słowa, a zobaczysz, jak bardzo byłem w tym konsekwentny. Niedługo przed naszym zerwaniem zapragnęłaś postudiować muzykę z tym słynnym barytonem, który miał taki wspaniały debiut w Teatrze Włoskim; a ja zapragnąłem wtedy uczyć się tańca u tej tancerki, co tak wielką zyskała sławę w Londynie. Nasza wspólna nauka kosztowała mnie sto tysięcy franków. Nic nie mówiłem, ponieważ harmonia to ważna rzecz w małżeństwie. To niedużo, sto tysięcy franków za to, aby mąż poznał dogłębnie taniec, a żona muzykę. Wkrótce jednak znudziła ci się muzyka i przyszło ci do głowy, aby postudiować dyplomację u sekretarza ministra. I pozwalam ci się uczyć. No, rozumiesz: co mnie to obchodzi, jeśli płacisz za te lekcje z własnej kasy? Ale dziś stwierdziłem, że skorzystałaś z mojej i że te twoje lekcje mogą mnie drogo kosztować. Basta, moja pani, tak dłużej być nie może. Albo dyplomata będzie ci dawał lekcje... gratis, a wtedy będę go tolerował, albo też jego noga nie postanie więcej w tym domu, zrozumiałaś?
— O, to za wiele, mój panie! — zawołała zdławionym głosem Herminia. — Przekraczasz granice podłości!
— Ale widzę z przyjemnością — zauważył Danglars — że z własnej woli stosujesz się do paragrafu kodeksu: „żona iść powinna za mężem”.
— To zniewaga!
— Masz rację. Dajmy temu spokój i rozważmy sprawę na zimno. Nigdy się nie mieszałem do twoich interesów, chyba dla twojego własnego dobra; róbże tak samo. Mówisz, że nie obchodzi cię moja kasa? Dobrze — spekuluj za pomocą własnej, ale do mojej już nic nie dokładaj, ani nie wyjmuj. A zresztą, kto wie, czy to nie jakiś polityczny cios w moje plecy? Może to minister, wściekły, że należę do opozycji, i zazdrosny, że ludzie darzą mnie sympatią, porozumiał się z panem Debray, aby mnie zrujnować?
— Czy to możliwe!
— Ależ tak, bo kto to widział... Fałszywa wiadomość telegraficzna? To niemożliwe! Żeby dwa telegrafy nadały zupełnie inne znaki?... Ktoś na pewno przygotował to na moją cześć.
— Mężu, zapewne wiesz — rzekła baronowa nieco pokorniej — że ten urzędnik został wyrzucony, że chciano mu nawet wytoczyć proces, że wydano nakaz jego aresztowania i zatrzymano by go, gdyby nie uciekł, co dowodzi albo o jego winie, albo o obłąkaniu... To była pomyłka.
— Tak, głupcy się z tego śmiali, minister spędził przykrą noc, panowie sekretarze zabazgrali mnóstwo papieru, ale mnie kosztowało to siedemset tysięcy.
— Ale — rzekła nagle Herminia — jeżeli według ciebie wina jest po stronie pana Debray’a, dlaczego, zamiast powiedzieć to wszystko panu Debaray’owi, napadasz na mnie? Czemu jego oskarżasz, a pretensje masz do mnie?