— Sądzi pan?
— Jestem pewien.
— A słyszałeś pan co o jego majątku?
— Dużo się mówi we Włoszech. Tyle że jedni przypisują im miliony, a drudzy mówią, że nie mają złamanego grosza.
— A co na to pan?
— Nie powinien się pan opierać na moim zdaniu, bo to tylko moje osobiste przekonanie.
— Ale w końcu...
— Według mnie, ci wszyscy dawni podestowie i kondotierzy, bo Cavalcanti dowodzili wojskiem, rządzili różnymi prowincjami; otóż jestem przekonany, że zakopali tu i ówdzie ogromne miliony, a kryjówki znają tylko najstarsi w rodzie, przekazując tajemnicę z pokolenia na pokolenie. Dowód, że są żółci i zasuszeni jak ich floreny z czasów Republiki: wciąż się w nie wpatrując, zarazili się od nich kolorem.
— A to dobre! A tym prawdziwsze, że nikt nie wie, aby posiadali choćby skrawek ziemi.
— A jeśli któryś ma, to bardzo mało. Wiem na pewno tylko, że Cavalcanti ma pałac w Lukce.