— Mam ja na nie pewne zamiary.
— Athosie, ty mnie przerażasz.
— Słuchaj, ty nie grałeś już oddawna?
— I nie mam chęci najmniejszej.
— Nie należy się niczego wyrzekać. Nie grałeś oddawna, jak mówiłem, to musisz mieć szczęśliwą rękę.
— Cóż stąd?
— Otóż Anglik z towarzyszem są tutaj jeszcze. Zauważyłem, że żal im bardzo uprzęży. Tobie widocznie zależy na koniu. Na twojem miejscu, stawiłbym uprząż o niego.
— Nie będzie chciał tak małej stawki, jak jedna uprząż.
— Stawiaj dwie! ja nie jestem taki, jak ty samolub.
— Doprawdy?... — zapytał d‘Artagnan zachwiany, tak dalece pewność Athosa poczęła się bezwiednie i jemu udzielać.