— Nie cofniesz się przed niczem?
— Nigdy! — zawołał d‘Artagnan, wiedząc naprzód, że nie ryzykował wiele.
— Zatem, pogadajmy trochę — rzekła milady, przysuwając się jeszcze bliżej do młodego chłopca.
— Słucham z uwagą — rzekł tenże.
Milady milczała chwilkę zakłopotana; jak gdyby odwagi jej zabrakło; nareszcie udając nagłe postanowienie, rzekła:
— Mam wroga...
— Ty, pani!... — wykrzyknął d‘Artagnan, udając zdziwienie — na Boga!... czyż to możebne? taka piękna i taka dobra!
— Wroga śmiertelnego...
— Naprawdę?...
— Nieprzyjaciela, który znieważył mnie okrutnie... między nami teraz walka na śmierć... Czy mogę rachować, że pan mi dopomoże?