— Widziałem milady wczoraj wieczorem — odparł Athos.
D‘Artagnan niósł właśnie szklankę do ust; gdy usłyszał wyraz milady, ręka zadrżała mu gwałtownie i postawił wino na ziemi.
— Widziałeś swoją żo...
— Cicho bądź!... — przerwał Athos — zapominasz, że ci panowie nie są świadomi moich spraw małżeńskich; widziałem milady...
— Gdzie na Boga?...
— O dwie mile stąd, w oberży pod Czerwonym Gołębnikiem.
— Kiedy tak, to już po mnie — rzekł d‘Artagnan.
— Niezupełnie — podjął Athos — albowiem o tej godzinie powinna ona już była opuścić brzegi Francji.
D‘Artagnan odetchnął.
— Ależ powiedzcie, proszę — zapytał Porthos — co to za jedna ta milady?