— Tak, pani — odparł oficer.
— Czy daleko stąd do hotelu?
— To na drugim końcu miasta.
— Jedźmy zatem — rzekła milady i śmiało wsiadła do powozu.
Towarzysz jej, po dopilnowaniu, aby walizy milady uwiązano za powozem, usiadł przy niej i zamknął drzwiczki.
Natychmiast też woźnica, nie czekając rozkazu, ruszył, z kopyta i zapuścił się w kręte ulice miasta.
Przyjęcie tak niezwykłe dało milady dużo do myślenia; widząc też, że oficer nieusposobiony jest wcale do rozmowy, wsunęła się w głąb powozu i rozważała wszelkie przypuszczenia, jakie jej przez głowę przechodziły.
Po niejakim jednak czasie, zdziwiona długością drogi, wyjrzała oknem, dla przekonania się, dokąd ją wiozą.
Nie widać było już zabudowań; drzewa tylko wysokie stały przy drodze i przesuwały się, jak złowrogie cienie.
Milady strach ogarnął.