Wszyscy mieli miny przerażone, czuli dobrze, iż pomimo łaskawego pożegnania kardynał odjechał z furją w duszy.
Athos tylko uśmiechał się wzgardliwie.
A gdy kardynał już nie mógł ich słyszeć:
— Grimaud za późno nas ostrzegł!... — zawołał Porthos, chcąc na kimś wywrzeć złość swoją.
Grimaud chciał się tłómaczyć.
Athos położył palec na ustach i Grimaud zamilkł.
— Aramisie, czy byłbyś list oddał?... — zapytał d‘Artagnan.
— Byłem zdecydowany — odrzekł Aramis głosem słodziutkim — gdyby zażądał był listu, podać mu jedną rękę a drugą przebić go szpadą na wylot.
— Spodziewałem się tego — rzekł Athos — i stanąłem pomiędzy nim a tobą. Kardynał jest nieostrożny bardzo, odzywając się w ten sposób do ludzi; możnaby myśleć, że miał jedynie w życiu do czynienia z kobietami i dziećmi.
— Kochany Athosie — rzekł d‘Artagnan — podziwiam cię, lecz pomimo to, my nie mieliśmy racji...