Felton udał się do milady, ona zerwała się z siedzenia.
— Jesteś więc? — zawołała.
— Przyrzekłem przyjść — odpowiedział Felton — i dotrzymałem słowa.
— Jedną rzecz mi jeszcze obiecałeś.
— Co takiego? na Boga — rzekł młody człowiek, który, pomimo panowania nad sobą, czuł, że kolana uginają się pod nim i pot kroplisty występuje na czoło.
— Przyrzekłeś przynieść nóż i zostawić go po naszej rozmowie.
— Nie wspominaj pani o tem, niema tak rozpaczliwego położenia, któreby upoważniało istotę, stworzoną na obraz i podobieństwo boskie, do odebrania sobie życia. Zastanawiałem się i przekonałem, że nie mogę pomagać do takiego grzechu.
— A! zastanawiałeś się — rzekła uwięziona, siadając na fotelu i śmiejąc się pogardliwie — i ja także się zastanawiałam.
— Nad czem?
— Że nie mam nic do powiedzenia człowiekowi, niedotrzymującemu danego słowa.