— Kochankę tego smarkacza, d‘Artagnana?
— Tak, panią Bonacieux, o której schronieniu kardynał nie mógł się dowiedzieć.
— Więc znów szczęśliwy traf, mogący iść w parze z tamtym; pan kardynał doprawdy jest człowiekiem uprzywilejowanym.
— Wystaw sobie moje zdziwienie — ciągnęła milady — gdy ta kobieta stanęła przede mną.
— Czy ona wie, kto ty jesteś?
— Nie.
— Więc uważa cię za obcą?
Milady roześmiała się.
— Jestem jej najlepszą przyjaciółką.
— Na honor — rzekł Rochefort — ty jedna tylko, hrabino, zdolna jesteś cuda tworzyć.