Ładna Katty tym razem jednak nie poprzestała na czułem spojrzeniu, bo ujęła go delikatnie za rękę.
— Domyślam się — rzekł w duchu d‘Artagnan — ma ona zapewne powiedzieć mi coś od swojej pani; może przez nią oznacza mi rendez-vous... bo sama milady osobiście nie śmiałaby, naturalnie, tego uczynić...
I patrzył wyzywająco na ładną dziewczynę, z miną zdobywcy serc niewieścich.
— Chciałabym powiedzieć panu parę słówek, panie oficerze... — wyszeptała subretka.
— Mów, moje dziecię, mów śmiało — odezwał się d‘Artagnan — słucham cię z uwagą.
— Nie mogę w tem miejscu, bo to, co mam panu powiedzieć, jest bardzo ważne i niesłychanie tajemnicze.
— Więc cóż na to poradzić?
— Gdyby pan zechciał pójść ze mną — rzekła Katty nieśmiało.
— Pójdę, dokąd zechcesz, piękna panienko.
— To chodźmy, proszę pana.