— Niestety!... panie, szkoda miłości pańskiej...
— Cóż u djabła widzisz w tem złego? — zapytał d‘Artagnan.
— A to, proszę pana — odparła Katty — że moja pani nie kocha pana ani odrobinki...
— Jakto? — przerwał d‘Artagnan — czyżby ci poleciła zawiadomić mnie o tem?
— O nie! broń Boże; to ja sama przez przyjaźń dla pana postanowiłam odkryć panu prawdę.
— Dziękuję, kochana Katty, lecz tylko za dobre serce, bo to, coś mi powiedziała, przyznaj sama, nie jest wcale przyjemne.
— To znaczy, że pan nie wierzy, wszak prawda?...
— Trudno uwierzyć, moja panienko, miłość własna nie pozwala...
— Zatem nie wierzysz pan stanowczo?
— Wyznaję, że nie uwierzę, chyba że mi dasz jaki dowód.