— Dużo pieniędzy do zarobienia?... — powtórzył Bonacieux, wydłużając wargi.
— Tak, dużo.
— Ile też, mniej więcej?...
— Może tysiąc pistolów.
— A czy to bardzo ważne, czego chcesz żądać ode mnie?
— Tak.
— Cóż robić potrzeba?
— Pojedziesz natychmiast. Ja ci powierzę list, którego nie dasz sobie odebrać w żaden sposób i oddasz go do rąk własnych.
— A dokądże mam jechać?
— Do Londynu.