— To nic, należałoby się przekonać.
— W jaki sposób?
— Zapukać do jego drzwi.
— Zapytam służącego.
Bonacieux wszedł do mieszkania, przeszedł drzwiami, któremi umknęli zbiegi, stanął w sieni d’Artagnana i zapukał.
Nikt się nie odezwał. Porthos, dla większej parady u siebie, pożyczył na ten wieczór Plancheta. D’Artagnan zaś nie myślał dawać znaku życia.
W chwili, gdy palec pana Bonacieux odbił się o drzwi, dwojgu młodym ludziom o mało serce nie wyskoczyło z piersi.
— Nie ma nikogo — rzekł Bonacieux.
— Mniejsza o to, wejdźmy w każdym razie do pana, bezpieczniejsi będziemy, niźli tu na progu.
— A! mój Boże! — szepnęła pani Bonacieux — nic już nie usłyszymy.