— Ogromnie, mój panie.
— Bardzo mi przykro — rzekł d’Artagnan — lecz i mnie pilno niezmiernie, chciałem więc prosić pana o wyświadczenie mi przysługi.
— Jakiej?
— Ażebym ja był pierwej od pana.
— Niepodobna — odparł młody szlachcic — przebyłem sześćdziesiąt mil w ciągu czterdziestu czterech godzin, a jutro w południe muszę być w Londynie.
— Tę samą drogę i ja przebyłem w ciągu czterdziestu godzin, a jutro o dziesiątej rano muszę być w Londynie.
— Mocno mnie to boli, lecz ja pierwszy przybyłem, i wyprzedzić się nie pozwolę.
— I mnie bardzo przykro, lecz przybyłem później, a pierwszy tam stanę.
— Sprawa królewska!... — odezwał się szlachcic.
— A moja sprawa osobista!... — odparł d’Artagnan.