— Słodki był, jak miód.
— Doprawdy?...
— Powiedział, że przychodzi od jego eminencji, który bardzo panu sprzyja, i chce zabrać pana z sobą do Palais-Royal.
— A cóżeś mu odpowiedział?...
— Że to niepodobna, bo pana nie ma w domu, jak sam to mógł widzieć.
— Cóż on na to?
— Mówił, żeby pan nie omieszkał dziś jeszcze zajść do niego; a potem dodał cichutko:
„Powiedz twemu panu, że jego eminencja dobrze jest usposobiony dla niego i że prawdopodobnie los jego zależy od widzenia się z kardynałem”.
— Jak na kardynała, to niezbyt zręczne sidła... — odrzekł młodzieniec z uśmiechem.
— Ja też, widząc w tem zasadzkę, odpowiedziałem, że pan będzie niepocieszony za swoim powrotem.