— Być może, ale jeżeli z taką wiernością i przebiegłością będę miał cztery razy do roku do czynienia, sam pójdę z torbami.
— Bynajmniej, przecie Porthos zapłaci.
— Hm!... — mruknął z powątpiewaniem oberżysta.
— Jest on ulubieńcem wielkiej pani, która nie pozostawi go w kłopocie o taką drobnostkę, jaką jest panu dłużny.
— Gdybym śmiał powiedzieć, co myślę o tem wszystkiem...
— Jak to, co myślisz?
— Co wiem, raczej.
— A cóż pan wiesz?
— I czego jestem nawet pewny.
— Czego?... doprawdy ciekawym.