— Na honor! podziwiam te trzy wspaniałe konie, które chłopcy stajenni trzymają za cugle; wszak to rozkosz królewska podróżować na takich wierzchowcach.
— Będziesz używał tej rozkoszy, drogi Aramisie; jeden z tych koni do ciebie należy.
— Co mówisz? a któryż?
— Którego sobie wybierzesz: żadnemu z nich nie daję pierwszeństwa.
— A ten czaprak bogaty na nim, czy także mój?
— Rozumie się.
— Żartujesz chyba d’Artagnanie.
— Przestałem żartować, odkąd mówisz po francusku.
— Więc to moje te strzemiona złocone, czaprak aksamitny, to siodło wykładane srebrem?
— Twoje własne, jak ten koń, który grzebie ziemię jest mój, a ten, który się wspina, do Athosa należy.