— Wiem, że pani była porwana.
— A czy pan wiesz przez kogo? O! jeżeli wiesz, powiedz mi, proszę.
— Przez człowieka czterdziestokilkoletniego, bruneta, ogorzałej twarzy, z blizną na lewej skroni.
— Tak, tak; ale jak się nazywa?
— O! tego nie wiem wcale.
— A mąż mój, czy wiedział co o mojem porwaniu?
— Dowiedział się o tem z listu, który sam napastnik do niego napisał.
— I podejrzewa przyczynę tego wypadku? — pytała pani Bonacieux z pewnem zakłopotaniem.
— Zdaje mi się, iż przypisuje go powodom politycznym.
— Wiesz pan, i ja teraz tak myślę, jak pan... A więc, kochany Bonacieux nie posądzał mnie ani na chwilę.