— Spodziewam się! — krzyknął gaskończyk, który miał nadzieję utorować nim sobie drogę do dworu — list ten stanowi o moim losie.
— Może w nim były obligi hiszpańskie? — pytał zaniepokojony oberżysta.
— Obligi na osobisty skarbiec królewski — odparł d’Artagnan, który, obiecując sobie przy pomocy listu wejść do służby Jego Królewskiej Mości, sądził, iż śmiało mógł tak odpowiedzieć.
— Tam do djabła! — jęknął zrozpaczony oberżysta.
— Mniejsza o to — kończył d’Artagnan z zacięciem, cechującem jego pochodzenie — pieniądze to jeszcze nic! Wolałbym tysiąc pistolów stracić, aniżeli to pismo.
Tak samo mógł powiedzieć o dwudziestu tysiącach, lecz wstrzymała go nieśmiałość młodzieńcza.
Zmożonemu poszukiwaniami oberżyście nagła myśl strzeliła do głowy.
— Ten list wcale nie zginął — zawołał.
— A! — odezwał się d’Artagnan.
— Nie, on tylko został zabrany.