— Przebaczasz mi pan? — zawołał d’Artagnan.
— Tak — odrzekł nieznajomy — ustąp pan więc z drogi, skoro nie do mnie masz interes.
— Bardzo słusznie, mój panie! — odparł d’Artagnan — nie do pana, lecz do pani mam interes...
— Do pani?... wcale jej nie znasz!... — rzekł nieznajomy.
— Mylisz się pan, ja ją znam!
— O! — odezwała się pani Bonacieux z wymówką. — O, panie! dałeś mi słowo szlacheckie, spodziewam się, iż mogę na nie liczyć.
— A mnie — odezwał się w zakłopotaniu d’Artagnan — mnie pani przyrzekłaś...
— Weź mnie pani pod rękę — rzekł cudzoziemiec i chodźmy dalej.
D’Artagnan oszołomiony, zdrętwiały tern wszystkiem, co go spotkało, stał jak wryty z rękami na piersiach skrzyżowanemi, przed muszkieterem i panią Bonacieux.
Muszkieter zrobił dwa kroki i ręką odsunął na bok d’Artagnana.