— O! jakaś ty piękna! Jakże ja cię kocham!... moja królowo!... — mówił Buckingham wzruszony.
— Oddal się, oddal!... błagam cię raz jeszcze, a później powracaj; powracaj jako ambasador, jako minister, otoczony strażą, która cię bronić będzie, służbą, która czuwać nie przestanie. Wtedy nie będę drżała o życie twoje i sprawisz mi szczęście twoim widokiem.
— O! prawdąż to jest, co mi pani mówisz?
— Tak...
— Daj mi więc zakład przebaczenia twego, rzecz jaką, należącą do ciebie, któraby mi przypominała, że to nie było snem; coś, co nosiłaś na sobie, co mógłbym nosić także, pierścień, naszyjnik lub łańcuch.
— A czy odjedziesz, czy odjedziesz, gdy ci dam, czego żądasz ode mnie?
— Tak.
— Natychmiast?
— Tak.
— Opuścisz Francję, powrócisz do Anglji?