— Czy nie przypuszczasz pan, iż młodzieniec ów namawiał do złego....
— Pana Athosa, człowieka dwa razy odeń starszego? — przerwał mu Tréville — nie, monsiniorze. Zresztą, pan d’Artagnan wieczór ten u mnie przepędził.
— Masz tobie! — rzekł kardynał — wszyscy więc spędzili wieczór u pana?
— Miałażby wasza eminencja nie wierzyć słowu mojemu? — rzekł Tréville z rumieńcem gniewu na czole.
— Nie, Boże uchowaj! — odrzekł kardynał — ale o której godzinie był u pana?
— O! mogę to na pewno powiedzieć waszej eminencji, ponieważ, kiedy wszedł do mnie, zauważyłem, iż było wpół do dziesiątej, chociaż sądziłem, że już znacznie później.
— A o której od pana wyszedł?
— O wpół do jedenastej, w godzinę po wypadku.
— Ależ koniec końców — odrzekł kardynał, który ani na chwilę nie wątpił o prawości Trévilla, a czuł wymykające mu się zwycięstwo — Athos aresztowany został w domu przy ulicy Grabarzy.
— Czyż nie wolno przyjacielowi odwiedzić przyjaciela?... muszkieterowi z mojego oddziału bratać się z kadetem z oddziału pana Desessarts?