— Ha! to mówmy, kiedy sobie tego życzysz — odparł z całą cierpliwością Aramis.
— O! gdybym był koniuszym tego biedaka de Chalais — zawołał Porthos — Rochefort miałby się z pyszna odemnie.
— A ty od Czerwonego księcia — zauważył Aramis.
— A! Czerwony książę! brawo! brawo! — podchwycił Porthos, klaszcząc w dłonie i przytakując głową. — Pyszny jest ten Czerwony książę. Puszczę ja twój koncept w obieg, możesz być tego pewny. Jakiż ten Aramis dowcipny! Co za szkoda, żeś nie poszedł za swojem powołaniem, rozkoszny byłby z ciebie księżulek.
— O! to tylko chwilowa zwłoka — odparł Aramis — wiesz przecie dobrze, że nie przestaję uczyć się teologji.
— Wcześniej czy później, stanie się tak, jak mówi — dodał Porthos potakująco.
— Wcześniej — podchwycił Aramis.
— On tylko na jedną rzecz czeka, któraby go skłoniła ostatecznie do przywdziania sutanny — odezwał się jeden z muszkieterów.
— A na cóż czeka? — zapytał inny.
— Na to, aż królowa obdarzy spadkobiercą koronę francuską.