— Pani — rzekł wyniośle — niebawem dany będzie bal w ratuszu; mojem zdaniem, aby uczcić naszych zacnych urzędników, winnaś pani wystąpić w stroju uroczystym, a nade wszystko w tych zapinkach djamentowych, które ci dałem w dzień twoich imienin. Oto moja odpowiedź.
Odpowiedź ta była przerażającą.
Anna Austrjacka sądziła, iż Ludwik XIII wie o wszystkiem i że kardynał zobowiązał go do kilkodniowego milczenia, które wreszcie leżało w charakterze króla.
Zbladła straszliwie, oparłszy na konsoli cudnej piękności rękę, która się stała przezroczysta jak z wosku.
Patrzyła na króla wystraszonemi oczami, nie odpowiedziawszy ani słowa.
— Czy rozumiesz, pani — rzekł król, rozkoszując się w całej pełni tym niepokojem, choć nie odgadywał jego przyczyny — rozumiesz pani?
— Rozumiem, Najjaśniejszy Panie — wyjąkała królowa.
— I ukażesz się na tym balu?...
— Tak.
— Przybrana w zapinki?...