Posiadana tajemnica i kobieta ukochana przez niego, jednem słowem zaufanie i miłość czyniły go olbrzymem.
— Jadę — rzekł — jadę natychmiast!...
— Jak to! jedziesz pan — zawołała pani Bonacieux — a pułk twój, a dowódca?...
— Na honor, o wszystkiem przez ciebie zapomniałem, ukochana Konstancjo. Tak! masz słuszność, muszę mieć urlop.
— Jeszcze jedna przeszkoda — wyszeptała z goryczą pani Bonacieux.
— O! co do tej — rzekł po chwilowym namyśle d’Artagnan — bądź spokojna, usunę ją.
— Jakim sposobem?
— Jeszcze dziś wieczorem pójdę do pana de Tréville i zobowiążę go, aby wyjednał dla mnie tę łaskę, od swojego szwagra, pana Desessarts.
— A teraz druga rzecz jeszcze.
— Jaka? — zagadnął d’Artagnan, widząc, że pani Bonacieux waha się z wypowiedzeniem swej myśli.