Gdy stał tak zadumany głęboko, wszedł jubiler.
Był to Irlandczyk, bardzo biegły w swej sztuce, który przyznawał sam, iż sto tysięcy liwrów zarabiał rocznie na księciu de Buckingham.
— Panie O’Reilly — rzekł książę, prowadząc go do kaplicy — obejrzyj te zapinki djamentowe i powiedz mi, ile każda z nich warta.
Jubiler jednym rzutem oka ocenił niepospolitą ich oprawę, obliczył wartość djamentów i odparł bez zająknienia:
— Tysiąc pięćset pistolów sztuka, milordzie.
— Ile dni potrzeba na zrobienie dwóch takich zapinek? Widzisz, że ich tu brakuje.
— Osiem dni, milordzie.
— Zapłacę trzy tysiące pistolów za sztukę, a muszę je mieć pojutrze.
— Milord będzie je miał.
— Nieoceniony z ciebie człowiek, panie O’Reilly, lecz tego nie dosyć; zapinki nie mogą być powierzone nikomu, trzeba, aby zostały zrobione w tym pałacu.