K. B.”
D’Artagnan czytając, uczuł w sercu taki skurcz rozkoszy, jaki dręczy i uszczęśliwia zarazem serca kochanków.
Był to pierwszy w życiu bilecik i pierwsza schadzka, jaką mu wyznaczono.
Serce jego, wezbrane upajającą rozkoszą, zdawało się zamierać pod nawałem szczęścia, na wstępie do tego raju ziemskiego, który zwie się miłością.
— A co?... panie — odezwał się Planchet, widząc go płonącego i blednącego kolejno — a co? wszak zgadłem, że to jakaś sprawa nieczysta?
— Mylisz się, Planchetku, a na dowód masz talara i wypij za moje zdrowie.
— Dziękuję panu za talara i przyrzekam spełnić święcie jego rozkazy; lecz nie dowód to, żeby listy, które dostają się do zamkniętych domów...
— Spadają z nieba, mój drogi; z nieba prościuteńko.
— Więc jest pan bardzo zadowolony?
— Drogi Planchetku, jestem najszczęśliwszym z ludzi!