— Panie — rzekł Athos, puszczając go — jesteś nieokrzesany. Widać z daleka przybywasz.
D’Artagnan już ze cztery stopnie był przeskoczył, ale, na słowa Athosa, stanął jak wryty.
— Do kaduka! — zawołał — skądkolwiek przybywam, nie do ciebie jednak należy, mój panie, uczyć mnie gładkiego obejścia.
— A jednak nie jest to zbyteczne — odezwał się Athos.
— O! gdyby nie to, że się tak śpieszę — zawołał d’Artagnan — gdybym za kimś nie gonił!...
— O! mnie znajdziesz, nie goniąc, rozumiesz pan.
— A gdzież to, jeżeli łaska?
— Przy Karmelitach bosych.
— O której godzinie?
— Około południa.