— Lecz mogłeś mu się przyjrzeć, skoro mówił do ciebie.
— A! to pan chce wiedzieć, jak wyglądał z twarzy?
— Tak.
— Wysoki, suchy, opalony, wąsy czarne, oczy czarne, postawa pańska.
— To on! i znowu on!... — wykrzyknął d’Artagnan. — To zły duch mój, widocznie! A ten drugi?
— Który?
— Ten mały.
— O! to, ręczyć mogę, nie żaden pan: nie miał nawet szpady, a tamci traktowali go przez nogę.
— Jakiś lokaj — mruknął d’Artagnan. — A! biedna, nieszczęśliwa kobieta! co oni z nią zrobili?
— Przyrzekł mi pan zachować tajemnicę — odezwał się staruszek.