— Rzeczywiście, przyrzekł podążyć za nami i nie widzieliśmy go więcej.
— Zaszczycił nas, pozostając tutaj.
— Jak to? zrobił wam ten zaszczyt?
— Tak, panie, w tym oto zajeździe; i nawet jesteśmy mocno zaniepokojeni pod pewnemi względami.
— Pod jakiemi?
— Pod względem porobionych kosztów.
— Cóż znowu! on je wszystkie zapłaci...
— A! panie, balsam pociechy wlewasz mi w serce! Dużo już dotąd daliśmy naprzód, a jeszcze dzisiaj felczer nam oznajmił, że ponieważ pan Porthos nie płaci, na nas będzie poszukiwał należności, bo to ja po niego posyłałem.
— Czyż Porthos raniony?
— Nie wiem, jak mam powiedzieć.