— Nie wiem.
— Nie mówił ci gospodarz?
— Zapytałem go o ciebie i prosto przychodzę.
Porthos odetchnął swobodniej.
— A cóż ci się przytrafiło, drogi Porthosie? — kończył d’Artagnan.
— Nacierałem na przeciwnika, któremu już trzy pchnięcia rapierem zadałem i chciałem czwartem z nim skończyć, gdy w tem nastąpiłem na kamień i zwichnąłem nogę w kolanie.
— Doprawdy?
— Słowo honoru! Szczęście tego łajdaka, by byłbym go ubił na miejscu.
— I cóż się z nim stało?
— Alboż ja wiem?... miał już dosyć, nie czekając reszty odjechał... Lecz z tobą, co się stało, drogi d’Artagnanie?