— A ja — rzekł d’Artagnan — wolałbym pomówić o tobie, lecz widzę cię oderwanego od wszystkiego: miłość ci obrzydła; przyjaźń cieniem się stała, a świat w grób się zamienił.
— Niestety! i ty tak będziesz myślał — rzekł z westchnieniem Aramis.
— Nie mówmy więc o tem i spalmy ten list, który na pewno oznajmia ci nowe wiarołomstwo jakiejś tam gryzetki, czy pokojówki.
— Jaki list? — żywo zapytał Aramis.
— List, który przysłano dla ciebie w twojej nieobecności i oddano mi go dla ciebie.
— Od kogo?
— A!... pewnie od jakiej zrozpaczonej pokojówki lub gryzetki nieszczęsnej; może to służebna pani de Chevreuse, która musiała z panią do Tours powrócić i dla zadania szyku użyła papieru wyperfumowanego i zapieczętowała list koroną książęcą.
— Co ty wygadujesz?...
— Masz tobie! musiałem go zgubić — rzekł żartobliwie młodzieniec, udając, że szuka. — To całe szczęście, że świat jest grobem, ludzie, a rozumie się i kobiety tylko cieniem, a miłość uczuciem, które wstręt tylko budzi.
— O! d’Artagnanie, d’Artagnanie! — zawołał Aramis — zabijasz mnie!...