— Stawiaj dwie! ja nie jestem taki, jak ty samolub.
— Doprawdy?... — zapytał d‘Artagnan zachwiany, tak dalece pewność Athosa poczęła się bezwiednie i jemu udzielać.
— Wygrasz odrazu, słowo uczciwości daję.
— Bo widzisz, skoro straciliśmy konie, chciałbym niezmiernie utrzymać się choć przy uprzęży.
— W takim razie postaw djament.
— O! to zupełnie co innego; nigdy, przenigdy.
— Djabli nadali! Zaproponowałbym ci dać Plancheta na stawkę.
— Ja wolę stanowczo nic już nie ryzykować.
— Szkoda... — rzekł ozięble Athos — ten Anglik jest wypchany pistolami. E! co tam!... raz jeden spróbuj, jeden raz, to niedługo potrwa.
— A jeżeli przegram?