— Z Tarbes — poprawił go d’Artagnan.
— Wolno panu nie znać tych szczegółów — dokończył Athos.
— Na honor — odrzekł d’Artagnan — nazwano was znakomicie, moi panowie, i jeżeli przygoda moja nabędzie rozgłosu, przekona, że w związku waszym nie brak wam łączności.
Porthos nadszedł tymczasem i ręką powitał Athosa; obejrzawszy się następnie na d’Artagnana, stanął zdziwiony.
Dodajmy nawiasem, iż szarfę zmienił i był bez płaszcza.
— A! co to takiego? — zapytał.
— Z tym panem właśnie mam się potykać — rzekł Athos, wskazując z ukłonem d’Artagnana.
— Ależ i ja biję się z nim — odparł Porthos.
— I ja również z tym panem mam się pojedynkować — odezwał się Aramis, dochodząc do miejsca.
— Lecz dopiero o drugiej — z zimną krwią zauważył d’Artagnan.